Napięcie po prywatyzacji
Zarzutów jest cała lista. Najpoważniejszy dotyczy jednak pieniędzy. Minister skarbu w 2000 roku sprzedał naszą firmę francuskiemu SNET. Oferta była niekorzystna - uznali kontrolerzy. Według nich SNET zapłacił za elektrociepłownię mniej pieniędzy niż zaoferował, gdy stawał do przetargu. Strata - 26,8 mln złotych.
- Powiadomiliśmy o tym prokuraturę - mówi Barbara Stasiak z Najwyższej Izby Kontroli w Warszawie.
Teraz prokuratorzy sprawdzają, kto za to odpowiada. - Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów - mówi Adam Kozub, rzecznik białostockiej prokuratury okręgowej.
Elektrociepłownia Białystok jest głównym dostawcą energii cieplnej dla miasta. Jej pracownicy do wczoraj nic nie wiedzieli o zarzutach NIK.
- Eee tam, niemożliwe - komentował jeden z pracowników nastawni.
Podobnie uważa szef zakładowej Solidarności Andrzej Jakubowski. - To jakaś gra polityczna - przekonywał nas wczoraj. Uczestniczył w negocjacjach pakietu socjalnego z Francuzami. - Wtedy wszyscy mówili, że cena za naszą firmę jest wręcz wyśrubowana - wspomina. I przypomina, że pracownicy zyskali na prywatyzacji, bo mają gwarancje zatrudnienia i większe wynagrodzenia i odprawy.
Dziś w Elektrociepłowni spotykają się związkowcy. - Na pewno będziemy rozmawiać o tym raporcie. Ale moim zdaniem nic niepokojącego się nie dzieje - uważa Jakubowski.
Zdziwiony zarzutami jest też prezes Andrzej Schroeder. - Intencja tego raportu jest jasna. Trzeba dobrać się do byłych ministrów skarbu - mówi. Jeszcze nie był wzywany do prokuratury. - Ale czekam na to, może czegoś się dowiem - ironizuje.
Schroeder dodaje, że dwa lata temu NIK kontrolował prywatyzację firmy. - I dostaliśmy wtedy laurkę. Nie rozumiem teraz tych zarzutów - rozkłada ręce.
Prezes nie uczestniczył w samych negocjacjach, które odbywały się między Ministerstwem Skarbu i firmą SNET. Jest jednak pewny, że wygrała najlepsza oferta. - A może pomylono naszą firmę z jakąś inną? - zastanawia się.
Pieniądze to nie wszystko. NIK twierdzi, że minister sprzedając mniejszościowy pakiet akcji elektrociepłowni, zobowiązał się do popierania każdej decyzji nowego właściciela. W statucie firmy zapisano też, że każdy, kto odkupi od skarbu państwa resztę akcji, nie będzie mógł delegować swojego przedstawiciela do rady nadzorczej firmy. To dało pełną władzę inwestorowi w białostockiej spółce - zarzuca NIK.
12350 |7840 |86 |12387 |13405 |7083 |10389 |12184 |8423 |17780 |